Jak wczoraj wieczorem w barze przy piwku przewidywałam....dzisiaj jestem chora. Niemalże cały dzień spędziłam w łóżku. Mój kochany Michaś na szczęście pojechał po lekarstwa dla mnie i teraz mam się chociaż czym faszerować:P Ogólnie mówiąc dzisiaj na zajęciach prawie zasnęłam....wystarczyło, że facet zaczął gadać o historii -to działa na mnie jak lek nasenny. Chcesz mnie uśpić? zacznij opowiadać mi historyczne fakty zmulonym głosem. Działa!
Tak..... właśnie trwa sobie od 3 godzin Turkey Evening, prawie że pod moim oknem. Ledwo do niego doszło. Przyszły czarne chmury i zaczęło podać, ale jakoś im się udało. Ja siedzę sobie chora w łóżku i nawet nie mogę spróbować zapowiadanego przez Utku ich specjału z Turcji- RAKI-to jakiś alkohol. Michał zszedł do nich raz na chwilę. Podobno impreza opiera się na sprzedaży specjałów. 1 EUR piwo i 3 EUR jakieś jedzonko z grilla i RAKI. W sumie to sie im nie dziwię, jest tam baardzo dużo osób, szkoda, żeby mieli dla wszystkich kupować i za darmo częstować. Ludzie tutaj są tak wygłodniali na imprezy, jakby nigdy na żadnej nie byli. Nie pamietam, żeby był ostatnio jakiś dzień bez imprezy. Wczoraj był, dzisiaj jest, jutro będzie.... to pewnie pojutrze też coś wykombinują. Codzinnie, a raczej conocnie jest głośno. Mam pokój od strony parkingu gdzie zazwyczaj są imprezy;/ Bez stoperów do uszu czasami się nie da obyć. Nie umiem zasnąć w każdych warunkach-jak Michał.
Po obejrzeniu dwóch odcinków Hausa i wzięciu z niego przykładu-nafaszerowaniu się lekami- siedzę i czytam e-booka na przemian pisząc bloga. A Michał....znowu wyruszył na podbój imprezy.... ehhh jak ja żałuję, że mnie tam nie ma:(mam nadzieję, że potem mi wszystko opowie...
PS. Takie nasze spostrzeżenie: Uniwersytet Europejski Viadrina. Jak sama nazwa wskazuje-EUROPEJSKI. Czyli przyjeżdżają tu studiować ludzie z różnych państw. Co za tym idzie-mówią różnymi językami. To dlaczego w takim razie Europejska uczelnia ma napisane wszystko jedynie w jężyku niemieckim? Począwszy od znaków takich jak schody ewakuacyjne, taras widokowy, toalety-po opisy co w jakim pokoju się znajduje i co można załatwić-aż do informacj dla erasmusów;/ Oni chyba zakładają, że erasmusi są niemcami-co jest raczej niemożliwe albo, że wszyscy szprechają. Niestety prawdziwe realia mówią co innego.
Colegium Pollonicum w Słubicach(które jest częścią UEV) ma wszystko napisane w 3 językach-polskim, niemieckim i angielskim. I weź tu człowieku bądź mądry.
Przyznam szczerze tęsknię za klimatem w Polsce, w Warszawie, ale nie wiem już teraz, że będzie to dla mnie dziwne-dogadywać się ze wszystkimi po polsku, bez żadnych trudności...no chyba, że trafię na panie z administracji:P
środa, 21 kwietnia 2010
sobota, 17 kwietnia 2010
car
Dzisiaj trochę aktywniejszy dzień. Posprzątaliśmy samochód i ugotowaliśy obiadek. Nasze piewsze pulpety:P
Takie zwykłe proste, polecam. Podaję przepis.
Pulpety z w sosie pomidorowym:
Składniki:
- mięso mielone (wg uznania) (1/2 - 1 kg)
- bułka tarta albo kasza manna (2-6 łyżek surowa)
- cebula pokrojona w kostkę (surowa, nie podsmażamy jej)
- jajko (1-2 szt. - surowe)
- sól i pieprz (ew. inne przyprawy wg. uznania)
- przecier pomidorowy
- mąka do obtoczenia pulpetów
- marchew (1-2) starta na tarce o dużych oczkach (oczywiście surowa)
- Wody- tyle, żeby zakryła pulpety.
Przygotowanie:
Mięso wymieszać z cebulą, kaszą manną/bułką tartą i jajkiem.
Przyprawić do smaku. Formować kulki, obtoczyć w mące. W
garnku zagotować wodę, dodać marchew, pulpety wrzucać
partiami, gotować 15 - 25 min. Po zagotowaniu ostatnich
dodać przecier i ew. przyprawić sos do smaku i jeśli trzeba
zagęścić mąką. Gotowe. Podawać z ziemniakami posypanymi
koperkiem. Smacznego.
Takie zwykłe proste, polecam. Podaję przepis.
Pulpety z w sosie pomidorowym:
Składniki:
- mięso mielone (wg uznania) (1/2 - 1 kg)
- bułka tarta albo kasza manna (2-6 łyżek surowa)
- cebula pokrojona w kostkę (surowa, nie podsmażamy jej)
- jajko (1-2 szt. - surowe)
- sól i pieprz (ew. inne przyprawy wg. uznania)
- przecier pomidorowy
- mąka do obtoczenia pulpetów
- marchew (1-2) starta na tarce o dużych oczkach (oczywiście surowa)
- Wody- tyle, żeby zakryła pulpety.
Przygotowanie:
Mięso wymieszać z cebulą, kaszą manną/bułką tartą i jajkiem.
Przyprawić do smaku. Formować kulki, obtoczyć w mące. W
garnku zagotować wodę, dodać marchew, pulpety wrzucać
partiami, gotować 15 - 25 min. Po zagotowaniu ostatnich
dodać przecier i ew. przyprawić sos do smaku i jeśli trzeba
zagęścić mąką. Gotowe. Podawać z ziemniakami posypanymi
koperkiem. Smacznego.
piątek, 16 kwietnia 2010
Ziew

Hmm muszę przyznać- ostatnio zaniedbuję bloga, jakoś nie chce mi się pisać....jakoś tak deszczowo, pochmurno i śpiąco.
Co do spraw erasmusowskich-odebrałam legitymację. Muszę jeszcze załatwić sobie pobyt czasowy....ale tak mi się nie chce....nic mi się nie chce....nie ma słoneczka, leżę jak tak żabka po prawej stronie. Ogólnie sprawa wygląda tak, że rozsiedliśmy się z nudów przed komputerami i gramy w jakieś durne gierki na facebooku, gotujemy obiady, robimy śniadania, kolacje. Ułożyliśmy plan zajęć. Poniedziałki i piątki mamy wolne, a od wtorku do czwartku mamy po jednych zajęciach dziennie. Tu jest zupełnie inny system. Tzn inny niż na naszej administracji w Warszawie, bo z tego co wiem na innych kierunkach jest podobnie. Tu nie masz gotowego planu, tu plan układasz sobie sam. Musisz tak ułożyć, żeby mieć szansę uzyskać na koniec 30 ECTS. Co akurat na naszym wydziale jest kosmosem. Nie mamy czegoś takiego. Do tego jeszcze możesz tak jakby studiować dziennie i zaocznie(ale też nie do końca), ponieważ możesz wybrać sobie seminaria-na które chodzi się normalnie w tygodniu, oraz bloki-na które chodzi się zazwyczaj na cały dzień lub kilka godzin w dni tygodnia i soboty.
Jak do tej pory byliśmy na 3 zajęciach. Jeżeli to ma kiedyś komuś pomóc to wybraliśmy następujące przedmioty:
Seminaria:
Jarosław Jańczak-Regional and European Integration in Northern Europe,
Marcin Poprawski-Creativity in Management,
Marcin Poprawski-Cultural Branding,
Bloki:
Tyszka- Performing Arts and Spectacles in Contemporary Multicultural World
Radkiewicz- Transgressive Identity and gender in contemporary cinema
Zaliczenia wyglądają następująco:
Jańczak-referat (do 30 min.)+essey(w zależności od ilości stron-liczba punktów ECTS 3/6/9)
Poprawski-Cultural Branding-króciutki referat(max. 15 min.) lub essay(----||---)
Bloki się jeszcze nie rozpoczęły, a Marcin Poprawski na Creativity in Management jeszcze nie podał zasad zaliczenia.
Byliśmy wczoraj na urodzinach koleżanki dwie klatki obok. Robiła je w segmencie i zapraszała każdego, można było wziąć swoich znajomych. Zapoznaliśmy kilku fajnych ludzi. Większość co prawda nie grzeszyła inteligencją-myślała o dupach i dobrym piwie-jak to jeden ujął. Poznaliśmy za to bardzo fajnego Niemca-żyda. Strasznie sympatyczny facet. Było baaaardzo dużo Polaków, więc pół imprezy była przegadana po polsku. Nie byliśmy tam za długo bo było strasznie tłoczno. Nie jestem w stanie określić ilu było ludzi ale można było tylko stać w miejscu, a droga do WC trwała dobre 1,5 minuty (3 metry odległości). Na początku ktoś zaczął się bić, bo przeszkadzało mu, że ktoś ciągle zapala światło (prawdopodobnie przez przypadek). Wyszliśmy po pierwszej. Nie było sensu rozmowy-bo trzeba było krzyczeć. Potańczyć też nie bardzo- bo żałoba narodowa. Michałowi się podobało, w tym tłoku czuł się niczym na koncercie. Co z tego, że jak on mówi to go słychać, bo ma gruby głos, a ja czasami nawet jak krzyczę to mnie nie nikt nie słyszy;/ Tak....więc jemu się podobało....a ja jak zaczęli palić w segmencie (bo biedactwa nie wiedzieli, że jest specjalnie wyznaczone miejsce na korytarzu) to jak najszybciej chciałam uciec.
Dzisiaj rozpoczęłam naukę niemieckiego on-line. Kupiłam kiedyś mamie książkę z CD do nauki angielskiego i w niej była kartka z kodem na półroczne korzystanie z serwisu. Można przez ten czas co prawda korzystać jedynie z jednego stopnia zaawansowania i jednego języka, ale są też darmowe kursy (nie wiem jeszcze jak one wyglądają), polecam....może warto: http://www.supermemo.net.pl/
To do poczytania-pewnie następnym razem-gdy mnie wena dopadnie
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
sick!
Zapomniałam wczoraj dopisać moich przemyśleń o Berlinie. Otóż z tego co widziałam to Warszawa jest piękniejszym miastem. Zawsze zastanawiałam się dlczego ludzie tak bardzo chcą zobaczyć naszą stolicę. Nie sądziłam, że w inych nie ma za bardzo co oglądać. Mają stare niczym-rzymskie budowle, ale nie mają czegoś takiego jak Stare Miasto, Nowy Świat, Parku Łazienkowskiego itp. Nie mają ciekawych tętniących życiem miejsc turystycznych. Tak mi się przynajmniej wydaje, chociaż Ebru powiedziała mi co innego i stwierdziła, że następnym razem pojedzie z nami i nam pokaże, bo wiele razy tam była. Dosyć mało ludzi było w Berlinie jak na stwierdzenie naszej tutorki;"wzyscy jeżdżą na weekend do Berlina". Niedziela-też weekend. A co najlepsze;/ dzięki temu, że nie było pogody do zwiedzania, było zimno pochmurno i czasami kropiło, ja się przyznaję nie dosuszyłam włosów;/ teraz choruję. Dobrze, że Michał nie czyta tego bloga, bo by mi się oberwało za te włosy;) No i nasza podróż skończyła się tym, że dziś cały dzień śpię, nie mam siły i boli mnie głowa, czuję się jakby mnie powoli zaczynała grypa rozkładać......a jutro pierwzy dzień zajęć.....
Pech chciał......zobaczył...
Pech chciał......zobaczył...
Stacja Berlin
Wczoraj (niedziela) o 8.30 rano zrealizowaliśmy pomysł Stefani-pojechaliśmy do Berlina. Pogoda była niezbyt dobra na zwiedzanie. Zachmurzone niebo oraz troszeczkę deszczowo. Wzięliśmy ze sobą Pynar. Mam trochę zdjęć z wycieczki, które zamieszczam na Pisaca Web Album-jak zawsze także na dole. Ogólnie nie mogliśmy nigdzie wejść, raz że z powodu kolejek a dwa, że z powodu pieniędzy. Zwiedzanie od 7-10 EUR. Ulgowy poniżej 16 roku życia. Ale był jeden budynek który naprawdę mnie zaskoczył. Jest to jeden z tych starych niemieckich zaniedbanych budowli. Całe wnętrze w grafitti, pobite szyby itp. Stare ciemne schody z 5 pięter, a w środku muzeum, klub,sklep-z super plakatami, itp. Co do sklepu to w życiu czegoś takiego nie widziałam ani o niczym takim nie śniłam. Wycinki z gazet, pocztówki z Berlina, kolaże, czyli wszelakie plakaty gdzie np zamiast głów chłopaków pijących piwo przed telewizorem doczepione są psie głowy. Stary czarno-biały obraz jak żołnierz chowa się za murem, a przed murem dwie kopulujące biedronki. Lub plakat podzielony na pół i po jednej stronie złożone wycinki ze zdjęć i gazet starego Berlina, a po drugiej stronie nowego-nowy samochód i stary trabant a na jezdni dwie kopulujące zebry. Stwierdziłam, że to jest powód dla którego nie ma zebra-crossing we Frankfurcie-prawdopodobnie zebry są zajęte:D Ale nikt nie pokona zakonnicy(zobaczcie na zdjęciach) :D
Po wyjściu z budynku na podwórko widzimy walec drogowy, idąc dalej mamy bar i kuźnię z wystawą, na podwórku stoją dzieła. A cóż to jest? Zwierzęta, ławki stoliki, huśtawki ze spawanego metalu. Po prostu piękne. Wszystko na sprzedaż. Najbardziej podobał mi się obraz, gdzie w ramy włożona była płaska blacha a do niej przyczepiony był aligator ze spawanych części metalu-nie starczyło mi już na to baterii w aparacie:(
Najlepsze jest to, że ten stary budynek jest ogólnodostępny, nie jest zamykany-podobno.
Wróciwszy z Berlina zostawiliśmy po drodze na przystanku Pynar, która była tak szczęśliwa i wzruszona, że wyprzytulała i wycałowała nas na pożegnanie:) Baro miło nam się zrobiło:). Poszliśmy na piechotę do domu-ok 4-5 km. Dbając o to, żeby mieć...jak to Stefani ujęła:" nice ass". Potem obejrzeliśmy we troje jakiś horror. Brrr czas iść spać.
Po wyjściu z budynku na podwórko widzimy walec drogowy, idąc dalej mamy bar i kuźnię z wystawą, na podwórku stoją dzieła. A cóż to jest? Zwierzęta, ławki stoliki, huśtawki ze spawanego metalu. Po prostu piękne. Wszystko na sprzedaż. Najbardziej podobał mi się obraz, gdzie w ramy włożona była płaska blacha a do niej przyczepiony był aligator ze spawanych części metalu-nie starczyło mi już na to baterii w aparacie:(
Najlepsze jest to, że ten stary budynek jest ogólnodostępny, nie jest zamykany-podobno.
Wróciwszy z Berlina zostawiliśmy po drodze na przystanku Pynar, która była tak szczęśliwa i wzruszona, że wyprzytulała i wycałowała nas na pożegnanie:) Baro miło nam się zrobiło:). Poszliśmy na piechotę do domu-ok 4-5 km. Dbając o to, żeby mieć...jak to Stefani ujęła:" nice ass". Potem obejrzeliśmy we troje jakiś horror. Brrr czas iść spać.
sobota, 10 kwietnia 2010
Żałoba Narodowa
No cóż..... ładnie zaczęliśmy dzień. Katastrofa samolotu lecącego do Katynia. Podobno 132 osoby nie żyją w tym Lech i Maria Kaczyńscy i ważne osobistości w Rządzie Polskim. Samolot rozbił się przy lądowaniu. Była duża mgła. Podobno zahaczył o drzewo. [*]
piątek, 9 kwietnia 2010
Psychologia i kryzys?
Wczoraj na 9.00 poszliśmy na rozmowę i porady dotyczące wyboru przedmiotów na Kulturoznastwie. Nasz koordynator i kilka innych osób mówiąc po angielsku i niemiecku wytłumaczyli nam co i jak. Dziś dostałam slajd. Plus dla nich za szybką reakcję.
Następnie poszliśmy na zajęcia: interkultural workshop, czyli zajęcia psychologiczne mające pomóc nam w zadomiowieniu się w kraju, zrozumieniu niemóców oraz erasmusów oraz przetrwanie...
Kristin-nasza prowadząca jest niemką i strasznie przemiłą osobą i dodam, że bardzo ładną jak na ten "haloween" (sorry;/). Spotkałam w niemczech 2 ładne niemki. Moją współlokatorkę i właśnie ją.
Narazie na tym poprzestała. Wracając do tematu- najbardziej po tych zajęciach wryły mi się w pamięć dwie rzeczy.
Pierwsza-Kristin pokazała nam górę lodową, dotyczącą kulturowości człowieka, gdzie na górze-ponad wodą zapisane jest to co można poznać na pierwszy rzut oka lub po paru (nawet) miesiącach poznania, np. wygląd, mowa ciała, ubiór, ogólne zachowanie, ogólne cechy charakteru, co lubi a co nie, podejście do życia itp.
Następnie na dole były cechy których nie da się od razu poznać np: sposób traktowania rodziny, przekonania, wiara, przekonania, sposób wychowywania dzieci itp,
Następnie wyświetliła krzywą gdzie na początku-na górze było uczucie euforii, ciekawość świata, chęć poznania innych, poźniej to powoli spadało aż dochodziło do zwykłego stanu zadowowolenia a następnie- na samym dole-do kryzysu. Prosiła wtedy by sie nie załamywać, nie wyjeżdżać do domu i w razie czego przyjść do niej pogadać. Następnie następuje uspokojenie, potem wyjazd do domu i euforia w domu-gdy każdemu możemy opowiedziec o swoich doświadczeniach-potem jest kryzys po powrocie z domu a potem w miare ok i euforia-sądzę, że chodziło już tu o wyjazd:P
W sumie muszę bez bicia przyznać, że dziś przeżyłam kryzys. Nie trwał zbyt długo, po prostu leżałam do 16.00 w łóżku, bo pokłóciłam się ze swoim męczyzną. Ale już w porządku i tak dziwne, że do to pierwszy raz od przyjazdu. Czemu się tak czułam? Myślę, że to dlatego, że Michał tak dobrze mówi po angielsku. Nie dorastam mu do pięt. Boję się, że sobie nie poradzę. On potrafi gadać bez przerwy i bez zająknięcia się a ja nie zawsze nawet wiem co powiedzieć i jak dobrać słowa;/ Poza tym robię błędy:( rozumiem wszystko ale jakoś czuję, że mi nie idzie:( dobra koniec użalania się nad sobą......
I tak dzisiajszy dzień jest wolny jedynie zakupy i pewnie siedzenie do późna w nocy-bo przecież wstałam o 16.00. A obiadu....dziś nie będzie:P
Następnie poszliśmy na zajęcia: interkultural workshop, czyli zajęcia psychologiczne mające pomóc nam w zadomiowieniu się w kraju, zrozumieniu niemóców oraz erasmusów oraz przetrwanie...
Kristin-nasza prowadząca jest niemką i strasznie przemiłą osobą i dodam, że bardzo ładną jak na ten "haloween" (sorry;/). Spotkałam w niemczech 2 ładne niemki. Moją współlokatorkę i właśnie ją.
Narazie na tym poprzestała. Wracając do tematu- najbardziej po tych zajęciach wryły mi się w pamięć dwie rzeczy.
Następnie na dole były cechy których nie da się od razu poznać np: sposób traktowania rodziny, przekonania, wiara, przekonania, sposób wychowywania dzieci itp,
Następnie wyświetliła krzywą gdzie na początku-na górze było uczucie euforii, ciekawość świata, chęć poznania innych, poźniej to powoli spadało aż dochodziło do zwykłego stanu zadowowolenia a następnie- na samym dole-do kryzysu. Prosiła wtedy by sie nie załamywać, nie wyjeżdżać do domu i w razie czego przyjść do niej pogadać. Następnie następuje uspokojenie, potem wyjazd do domu i euforia w domu-gdy każdemu możemy opowiedziec o swoich doświadczeniach-potem jest kryzys po powrocie z domu a potem w miare ok i euforia-sądzę, że chodziło już tu o wyjazd:P
W sumie muszę bez bicia przyznać, że dziś przeżyłam kryzys. Nie trwał zbyt długo, po prostu leżałam do 16.00 w łóżku, bo pokłóciłam się ze swoim męczyzną. Ale już w porządku i tak dziwne, że do to pierwszy raz od przyjazdu. Czemu się tak czułam? Myślę, że to dlatego, że Michał tak dobrze mówi po angielsku. Nie dorastam mu do pięt. Boję się, że sobie nie poradzę. On potrafi gadać bez przerwy i bez zająknięcia się a ja nie zawsze nawet wiem co powiedzieć i jak dobrać słowa;/ Poza tym robię błędy:( rozumiem wszystko ale jakoś czuję, że mi nie idzie:( dobra koniec użalania się nad sobą......
I tak dzisiajszy dzień jest wolny jedynie zakupy i pewnie siedzenie do późna w nocy-bo przecież wstałam o 16.00. A obiadu....dziś nie będzie:P
Subskrybuj:
Posty (Atom)



